Marek Jaździkowski
Artykuł zamieszczony w nr 6 (czerwiec 2000) "Świata Problemów" - pisma wydawanego przez Fundację ETOH.
Każdy człowiek ma w swoim doświadczeniu życiowym okresy,
kiedy rozstaje się ze swoim domem - mieszkaniem i najbliższymi
osobami. Dom i rodzina to miejsce poczucia bezpieczeństwa,
przynależności, miejsce, które określa moje pochodzenie i
moją historię. W miarę dorastania sytuacje rozłąki z domem
stają się coraz dłuższe (kolonie, obozy, wojsko, praca na
delegacjach). Kara pozbawienia wolności dlatego jest tak
dotkliwa, że pozbawia kontaktu z domem i najbliższymi, a taki
kontakt - widzenie - jest nagrodą za dobre sprawowanie. Podobnie
w wojsku nagrodą jest przepustka, czyli możliwość odwiedzenia
domu. Okazuje się, że nie można zachować dobrej kondycji
psychicznej, jeżeli długo nie utrzymujemy takich kontaktów.
Człowiek w sposób naturalny opuszcza dom rodzinny tylko w
jednym przypadku: aby założyć swoją własną rodzinę i
własny dom. W innych sytuacjach doświadcza bardzo przykrych
uczuć, takich jak tęsknota, samotność, pustka, bezradność,
lęk "że sobie nie poradzę", "że coś złego
się ze mną stanie". Świat jest postrzegany jako bardziej
złowrogi i zagrażający niż wtedy, kiedy mamy oparcie wśród
bliskich. Z drugiej strony jednak po opuszczeniu domu (rodziny)
mogą pojawiać się takie uczucia jak ulga, radość,
krótkotrwałe poczucie wolności, satysfakcja ("Ale im się
odpłaciłem! Tak mnie krytykowali, niech teraz mają za
swoje").
Opuszczenie domu jest najczęściej efektem jakiejś gry
psychologicznej, jaką prowadzi z rodziną przyszły bezdomny
alkoholik. Może ono być spowodowane bezsilnością wobec
pogłębiającej się choroby alkoholowej. Często bezdomni
alkoholicy na pytanie, dlaczego odeszli z domu, odpowiadają:
"Bo chciałem ich od siebie uwolnić". Taka ucieczka
jest, czy może być, próbą poradzenia sobie z narastającym
poczuciem winy.
Uczucie ulgi po rozstaniu z rodziną jest krótkotrwałe. Wynika
ono z faktu, że przestaje się słyszeć od bliskich osób
krytykę swojego zachowania. Bezdomnemu alkoholikowi wydaje się,
że teraz sam ponosi konsekwencje swojego picia. Opuszczając dom
rodzinny wyobrażał sobie, że staje się wolny. Okazało się,
że dopiero ta "bezdomna" wolność jest klatką, a on
odkrywając ten fakt czuje się zawiedziony, oszukany, zły.
Trudno mu pogodzić się z faktem, że ten "genialny"
plan na resztę swojego życia wymyślił on sam.
Wychodząc z domu był przekonany, że po pewnym czasie wróci;
nie myślał, że jest to wyjście na zawsze. Gdyby wiedział o
tym, być może nigdy nie podjął by takiego ryzyka. Teraz, po
latach wędrówki, zapomniał drogi powrotnej do domu. Tęskni i
boi się do tego przyznać, aby nie powiększać swojego bólu.
Czuje się samotny i nie chce o tym myśleć, bo wydaje mu się,
że tego nie wytrzyma. Bardzo często myśli o tym, żeby
wrócić, ale wstyd, poczucie winy, poczucie klęski i przegranej
podsuwają mu inne rozwiązania, na przykład rozważania o piciu
alkoholu jako jedynym lekarstwie na swoją sytuację. Człowiek
bezdomny boi się, że jeżeli dopuści do siebie te uczucia, to
stanie się słaby, "miękki", bezradny i bezbronny, i
nie poradzi sobie w surowych warunkach świata bezdomnych.
Fazy rozwoju syndromu bezdomności
Faza wstępna, 0-2 lata. Człowiek nie ma
stałego miejsca noclegu, chociaż czasem może
"pomieszkiwać" dłuższy czas u przygodnie poznanych
ludzi. Nie postrzega siebie jako bezdomnego, gdyż nadal ma
wpisany w dowodzie osobistym stały meldunek. W tym przekonaniu
pozwala mu pozostawać również fakt, że wciąż utrzymuje -
chociaż słabnące -kontakty z rodziną. Już pojawiać się
mogą okresy "pomieszkiwania" na klatkach schodowych, w
opuszczonych domach, w domkach letniskowych. Człowiek może
unikać schronisk i noclegowni w przekonaniu, że dopiero
korzystanie z nich robi z niego bezdomnego. Podobną logiką
posługują się osoby uzależnione od alkoholu, które
odwlekają leczenie odwykowe w przekonaniu, że dopiero
zaczynając je staną się alkoholikami.
Aby nie przeżywać poczucia winy i wstydu wobec siebie i
rodziny, poczucia klęski życiowej, ostatecznego załamania
poczucia własnej wartości i godności, człowiek coraz
gwałtowniej zaprzecza swojej bezdomności. Jak wynika z moich
doświadczeń, dla struktury Ja bezdomnego alkoholika mniej
zagrażające jest rozpoznanie u siebie objawów choroby
alkoholowej niż syndromu bezdomności.
W tej fazie bezdomny traktuje swoją sytuację jako
przejściową. Najczęściej uważa, że po uzyskaniu dobrej
pracy i odłożeniu pewnej kwoty, "żeby było z czym się
pokazać", będzie mógł wrócić do rodziny. Ten moment
zamiast się przybliżać - oddala się. Jednym z powodów staje
się upijanie po wypłacie. Alkohol uśmierza na jakiś czas
bolesne uczucia, ale w minimalnym nawet stopniu nie zmienia na
lepsze sytuacji życiowej pijącego bezdomnego - tej, z powodu
której sięgnął po alkohol. Każdorazowe picie oddala
bezdomnego alkoholika od realizacji nawet konstruktywnych
pomysłów, nasilając wstyd i poczucie winy, utrwalając i
pogłębiając poczucie klęski i beznadziejności.
Faza ostrzegawcza, 2-4 lata. Bezdomny
alkoholik wchodzi w nią z doświadczeniami fazy wstępnej. W
jego przekonaniu nadal istnieją racjonalne przesłanki
bezdomności, na przykład konieczność poszukiwania pracy poza
miejscem zamieszkania czy niezgodność charakterów z
małżonką. Nadal postrzega swoją sytuację jako tymczasową i
nie identyfikuje się z objawami syndromu bezdomności. Podsyca w
sobie przekonanie, że ma gdzie wrócić, chociaż więzi z
rodziną wyraźnie słabną (jedna lub żadna próba nawiązania
kontaktu w ciągu roku). Wzrasta natomiast stopień identyfikacji
ze środowiskiem bezdomnych alkoholików. W obawie przed
zdemaskowaniem człowiek nie podaje rodzinie swojego
"miejsca zamieszkania". Najczęściej jest już
obciążony różnymi zaległościami finansowymi (kary za
przejazdy bez biletu, mandaty, nie zapłacone alimenty).
W tym czasie rodzina bezdomnego zaczyna orientować się w jego
prawdziwej sytuacji, choć od niego dowiaduje się:
"Mieszkam w schronisku, bo jest tańsze od hotelu".
Rodzina, w obawie przed ponoszeniem konsekwencji prawnych za
czyny bezdomnego, decyduje się na wymeldowanie go z pobytu
stałego donikąd. On sam podczas mrozów jest gotów mieszkać w
schronisku lub noclegowni, chociaż nadal jest przekonany, że
uda mu się wyjść z bezdomności nawet bez powrotu do rodziny
Czasem w tej fazie wchodzi w dłuższe lub krótsze konkubinaty:
Niekiedy udaje mu się zdobyć czasowy meldunek u konkubiny. Jest
wtedy przekonany, że bezdomnym nie jest, jednak powrót do
pełnej bezdomności jest tylko kwestią czasu.
Okres ustąpienia syndromu bezdomności będzie trwał do
pojawienia się pierwszych niepowodzeń lub przeciwności w tzw.
normalnym życiu. Wtedy człowiek wraca do swojego poczucia
krzywdy, rozżalenia, postaw roszczeniowych usprawiedliwiających
zachowania destrukcyjne i autodestrukcyjne. Wraca do środowiska
bezdomnych, ciągów picia, poprzedniego stylu życia, mimo że
wciąż nie uważa się za bezdomnego, tylko za osobę chwilowo
nie mającą gdzie mieszkać. Jest nadal krytyczny wobec innych
wieloletnich bezdomnych. Wciąż podejmuje próby wyjścia z
bezdomności lub zaprzeczenia swojej sytuacji.
Nie jest gotów przyznać się do tego, że w jakiś dziwny i
niezrozumiały dla siebie sposób realizuje powtarzające się
cykle bezdomności i okresy odbudowywania swojej egzystencji (jak
w chorobie alkoholowej okresy ciągów i okresy abstynencji).
Zaczyna jednak przeczuwać, że to powracanie do bezdomności -
zwykle w momentach, kiedy wydawało się, że tak wiele odzyskał
w "normalnym życiu", że nawiązanie kontaktów z
rodziną jest tylko kwestią czasu, że wyjście z bezdomności
jest tuż, tuż - ma inne niż tylko sytuacyjne podłoże i jest
jakąś właściwością jego samego. Zauważa powtarzające się
cykle konstruktywnego myślenia i działania, dążenie do
wyjścia z bezdomności na przemian z okresami zachowań
destrukcyjnych i autodestrukcyjnych, niszczących te
osiągnięcia. Chcąc zrozumieć motywy swojego postępowania,
bezdomny alkoholik szuka ich poza sobą, co z góry skazuje go na
błądzenie we mgle, ponieważ syndrom bezdomności nosi on w
sobie, jak trzeźwy alkoholik nosi w sobie psychologiczne
mechanizmy uzależnienia od alkoholu.
Faza adaptacyjna, 4-6 lat. Po tylu latach
oraz po licznych próbach wychodzenia z bezdomności i powracania
do niej człowiek jest już mocno osadzony w strukturach
środowiska bezdomnych. Zna wielu z nich, poznał hierarchię
ważności wśród samych bezdomnych, orientuje się w zasadach
postępowania na dworcu i w schronisku oraz w miejscach pomocy
dla bezdomnych. Wie, gdzie można dostać jeść bez zbędnych
pytań ze strony darczyńców i gdzie można przenocować, w jaki
sposób można uzyskać konieczną odzież. Zna wymagania
każdego kierownika schroniska, ma rozeznanie w zwyczajach i
regulaminach domów należących do Markotu i do Caritasu czy
Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta.
Niepowodzenia bezdomnego polegają na cyklicznym powracaniu do
bezdomności po okresach udanych prób wychodzenia z niej. Mam tu
na myśli okresy, w których utrzymuje on niezłą pracę,
wynajmuje mieszkanie, zrobił jakiś krok w stronę nawiązania
kontaktu z rodziną, utrzymuje abstynencję alkoholową. Po czym
z niezrozumiałych dla siebie względów - chociaż według
kryterium miejsca zamieszkania bezdomnym już nie
jest-zaprzestaje dalszych starań. Pojawia się nieodparta chęć
odwiedzenia znajomych "z dworca", początkowo bez planu
czy chęci pozostania tam na dłużej, choć dalszy przebieg
wypadków jest właśnie taki. Człowiek w adaptacyjnej fazie
syndromu bezdomności wraca do niej tym razem z własnego wyboru,
nie rozumiejąc do końca swojej decyzji.
W jego bezdomnym życiu zaistniało kilka faktów. Wychodząc z
bezdomności (uzyskując pracę i mieszkanie, utrzymując
abstynencję) odzyskał mocno nadszarpnięte poczucie własnej
wartości, ale realizując swój plan wychodzenia z bezdomności
dotarł do miejsca, w którym ten plan nie miał ciągu dalszego.
Etap nawiązywania kontaktów z rodziną jest bardzo trudny
emocjonalnie, utrzymanie i rozwijanie odnowionych więzi wymaga
dużego wysiłku, a ich odbudowa zamyka bezdomnemu alkoholikowi
powrót do nałogu alkoholowego i bezdomności. Jest to decyzja
na resztę życia, a na taką decyzję żaden uzależniony od
alkoholu czy bezdomności bez głębokiej pracy psychologicznej
nad tymi uzależnieniami nie jest gotowy. W tej fazie ktoś taki
coraz bardziej identyfikuje się ze społecznością bezdomnych i
ze swoją sytuacją, rozwijając i udoskonalając swój system
iluzji i zaprzeczania. Zaczyna nawet uważać, że bycie
bezdomnym to pewien rodzaj wyróżnienia, wyjątkowości, że
bezdomnymi zostają tylko ludzie niezwykli. W świadomości
takich osób pojawiają się postawy roszczeniowe, przekonanie,
że ponieważ oddali innym swoje miejsce w tzw. normalnym
społeczeństwie, to coś im się od tego społeczeństwa
należy.
W tej fazie zmniejsza się ilość prób wychodzenia z
bezdomności. Poczucie winy wobec rodziny zostaje zamienione na
poczucie krzywdy: to bezdomny czuje się skrzywdzony, że nikt go
nie szuka, a kiedy jest poszukiwany przez rodzinę, obawia się,
że wynika to z chęci obarczenia go dodatkową
odpowiedzialnością. Teraz następuje też pogłębienie i
rozwój choroby alkoholowej, sięganie po alkohole
niekonsumpcyjne. Przebieg ciągów jest bardziej destrukcyjny,
picie alkoholu ma charakter całodobowy, kompulsywny, z
rozległymi okresami niepamięci. Coraz mocniej zazębiają się
zależności pomiędzy syndromem bezdomności a chorobą
alkoholową. Znacznie zmniejszają się szanse na to, aby bez
profesjonalnej pomocy z zewnątrz ktoś mógł poradzić sobie z
narastającymi objawami choroby alkoholowej i syndromu
bezdomności.
Faza chroniczna, 6-10 lat. Faza ta
charakteryzuje się pełnym przystosowaniem do warunków
bezdomności. Kontakty z rodziną ulegają zerwaniu lub
następują w nich kilkuletnie przerwy. Bezdomni starają się
"wygodnie" urządzić w schronisku, podjąć pracę,
płacić za swój pobyt lub wykonywać prace dla schroniska za
mieszkanie i jedzenie. Inni, którym pozwala na to zdrowie,
podróżują po Polsce podejmując prace sezonowe w budownictwie
lub ogrodnictwie. W okresie wiosenno-letnim mieszkają u
pracodawców lub w przypadkowych miejscach i wtedy mają ciągi
alkoholowe, a w okresie jesienno-zimowym starają się zdobyć
jakieś miejsce w schronisku.
Bezdomni alkoholicy w tej fazie zyskują już pewne
doświadczenie w uprawianiu nałogu, na przykład nie
rozpoczynają ciągów w schronisku, raczej przedtem starają
się je opuścić. Z tego powodu personel nieraz nie wie o
chorobie alkoholowej, co daje możliwość powrotu po
zakończeniu ciągu, o ile są wolne miejsca, ponieważ reputacja
bezdomnego w ocenie personelu nie została nadszarpnięta.
W wyniku wieloletniego nadużywania alkoholu, bardzo często
niekonsumpcyjnego, jak również złych warunków życia - na
przykład niedoleczonych przeziębień, niewłaściwego
odżywiania, braku higieny osobistej - znacznie pogarsza się
stan zdrowia bezdomnych alkoholików. Do najczęstszych należą
choroby układu krążenia, płuc, marskość wątroby, choroby
układu pokarmowego, liczne niedowłady kończyn i polineuropatie
jako powikłania przewlekłego alkoholizmu oraz pozostałość po
przebytych udarach mózgu i urazach. Z powodu złego stanu
organizmu i postępującej choroby alkoholowej pojawiają się
tęsknoty za znalezieniem stałego miejsca pobytu, a
jednocześnie dość realny krytycyzm wobec siebie i swojej
sytuacji życiowej oraz większe poczucie odpowiedzialności za
to, w jakim miejscu się znalazłem. Takie postawy i przekonania
ujawniają się w trakcie terapii.
Faza bezdomności trwałej, 10 i więcej lat. Bezdomny alkoholik traci wszelką motywację do podejmowania prób wyjścia z bezdomności, jego ambicje i zainteresowania idą w kierunku znalezienia w schronisku jakiejś w miarę stałej funkcji. Takie funkcje jak kucharz czy magazynier zapewniają pozycję, szacunek, czasem korzyści materialne. W miarę wygodne urządzenie się w bezdomności jest jak u alkoholika nadzieja na znalezienie takiego sposobu picia, który pozwalałby ominąć skutki zdrowotne, prawne, rodzinne i zawodowe. W tej fazie rozwoju syndromu bezdomności człowiek już nie potrafi funkcjonować samodzielnie w społeczeństwie - uproszczony i ograniczony do podstawowych potrzeb świat bezdomnych zredukował przez lata zasób jego reakcji i umiejętności. Nie znaczy to, że powrót do samodzielności nie jest możliwy, wymaga jednak przygotowania poprzez profesjonalną psychoterapię.