Konferencja
"Bezdomność - stan i perspektywy"
Wrocław 1997
W dniach 10 - 11 kwietnia odbyła się we Wrocławiu
ogólnopolska Konferencja poświęcona bezdomności,
zorganizowana przez Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta
(TPBA) oraz Wspólnotę Roboczą Organizacji Socjalnych (WROS) z
okazji 15-tej rocznicy utworzenia TPBA.
W Konferencji udział wzięli przedstawiciele Ministerstwa Pracy
i Polityki Socjalnej, które objęło patronat nad Konferencją,
Rady Pomocy Postpenitencjarnej przy Ministrze Sprawiedliwości,
Polskiego Komitetu Pomocy Społecznej, WZPS-ów. Reprezentowane
na niej były PCK, Caritas Polska, Monar, liczne Koła TPBA oraz
inne organizacje pozarządowe, jak również placówki naukowe
prowadzące badania nad zjawiskiem bezdomności. Spotkali się
przedstawiciele różnych zawodów, ludzie dobrej woli
zjednoczeni wokół idei pomocy człowiekowi bezdomnemu,
pracownicy Schronisk, społeczni działacze organizacji
dobroczynnych, lekarze, socjolodzy, psycholodzy, pedagodzy,
kuratorzy sądowi, duchowni i siostry zakonne, wreszcie sami
bezdomni.
Obrady otworzył J.E. Ks. Kardynał Henryk Gulbinowicz, który
wyraził radość z tego spotkania i bardzo wysoko ocenił
15-letnią już działalność Towarzystwa Pomocy im. św. Brata
Alberta na rzecz ludzi bez domu. Ks. Kardynał podkreślił, że
w centrum uwagi Kościoła Katolickiego pozostaje zawsze
człowiek biedny, opuszczony i słaby, co wynika wprost z
Ewangelii. Konferencji przewodniczyli prof. Jan Łazowski i dr
hab. n. med. Sławomir Sidorowicz Gorąco zostało przyjęte
wystąpienie brata Jerzego Marszałkowicza, współzałożyciela
Towarzystwa oraz kierownika pierwszego Schroniska dla ludzi
bezdomnych we Wrocławiu, który - idąc śladami świętego
Patrona, Brata Alberta - zamieszkał z bezdomnymi i do chwili
obecnej daje im siebie dzieląc z nimi powszedni chleb.
Ogółem na Konferencji wygłoszono ponad 20 referatów, odbyto
wiele bardzo ciekawych dyskusji, tych oficjalnych i kuluarowych -
wspólne posiłki były dobrą okazją do bliższego poznania
się uczestników. W swoich wystąpieniach prelegenci wskazywali
na takie przyczyny bezdomności jak: dysfunkcjonalność rodziny,
patologie społeczne typu alkoholizm, czy narkomania,
narastające ubóstwo, bezrobocie, likwidacja hoteli
pracowniczych, katastrofa budownictwa mieszkaniowego, eksmisje na
bruk, choroby, w tym AIDS i zaburzenia psychiczne. Często
bezdomnymi stają się byli więźniowie, wychowankowie domów
dziecka, ludzie samotni, którzy utracili pracę, alkoholicy,
chorzy po długotrwałym leczeniu szpitalnym, odrzuceni przez
rodzinę z różnych powodów. Omawiano różne grupy osób
bezdomnych, wyróżniono między innymi bezdomnych aktualnych
oraz potencjalnych, "dobrowolnych" (z wyboru) i
"przymusowych" (w wyniku zdarzeń losowych)
stwierdzając jednocześnie, że bezdomnych naprawdę z wyboru
jest znikoma ilość. Podejmując próbę definiowania pojęcia
bezdomności wskazano między innymi na "bezdomność
ukrytą" - młode rodziny bez szans na własne mieszkanie. W
licznych wystąpieniach podkreślano rolę prawidłowo
funkcjonującej rodziny jako niezwykle ważnego czynnika w
profilaktyce i przezwyciężaniu bezdomności. Często zebrani
wyrażali zaniepokojenie brakiem pro-rodzinnej polityki państwa.
Uczestnicy Konferencji omawiali również metody pomocy w
wychodzeniu z bezdomności podkreślając potrzebę
przezwyciężania postawy bierności i niesamodzielności.
Aplauzem przyjęto oświadczenie jednego z byłych bezdomnych,
który jako swoje obecne powołanie traktuje pomoc bezdomnym
braciom. Dyskutowano również nad sposobami pozyskiwania
środków na utrzymanie różnego typu domów pomocy dla ludzi
bezdomnych. Zwracano uwagę na konieczność integracji sił
rządowych i pozarządowych w walce z bezdomnością.
Przedstawiciel Ministerstwa Pracy i Polityki Socjalnej
poinformował zebranych, że program działania rządu,
niezbędny w tej sprawie, jest tworzony od 1994 roku. Jednak
mówcy podkreślali również fakt, że bez zaangażowanego
działania organizacji pozarządowych w pomoc człowiekowi
bezdomnemu samo Państwo byłoby bezradne wobec tego zjawiska. W
czasie Konferencji wielokrotnie powoływano się na orędzie
Papieża Jana Pawła II na Wielki Post 1997 r.
Na zakończenie Konferencji uczestnicy wystosowali list otwarty
do władz z apelem o wzmożenie wysiłków w celu pomocy
bezdomnym. Powstał też projekty integracji działań różnych
organizacji na rzecz osób bezdomnych oraz opracowania raportu na
temat bezdomności w Polsce. Postanowiono wydać drukiem
materiały z Konferencji.
Część I - Opis
Jerzy Adam Marszałkowicz -
Bezdomność w latach 1945-1997: losy bezdomnych - zmiany i
rozmiary zjawiska - rola schronisk
Dr Andrzej Przymeński -
Bezdomność w Polsce - definicja zjawiska.
Mgr Elżbieta Kryniewska - Praca za
uśmiech - problem bezdomności na terenie woj. katowickiego.
Dr Barbara Kromolicka - Bezdomni -
obraz zjawiska i populacji w Szczecinie.
Dr inż. Jędrzej Porada - Syndrom
bezdomności marynarskiej.
Część II - Przyczyny
Ks. Prof. dr hab. Jan
Śledzianowski - Dysfunkcjonalność rodziny przyczyną
bezdomności.
Mgr Ewa Jagodzińska O przyczynach
bezdomności w Polsce - wybrane zagadnienia
Mgr Anna Białas - Psychospołeczne
uwarunkowania bezdomności kobiet i matek z dziećmi.
Mgr Małgorzata Kostecka -
Bezdomność w świetle polityki mieszkaniowej.
Część IV - Psychopatologia
Dr hab. Sławomir Sidorowicz
- Zaburzenia psychiczne u osób bezdomnych.
Mgr Piotr Przybyłowski -
Autostereotyp i stereotyp, motywy działania w opinii własnej
oraz związki ze strukturami społecznymi bezdomnych mężczyzn.
Część V - Pomoc
Dr Krzysztof Więckiewicz -
Ministerialne programy wobec osób bezdomnych. Idea,
charakterystyka.
Mirosława Łućko - Działalność Caritas
na rzecz bezdomnych w Polsce
Lechosław Bagdziński - Zasady
funkcjonowania i formy pomocy "Oazy franciszkańskiej"
w Policach.
Brat Joachim Modrzejewski - Duchowy
wymiar posługi bezdomnym.
mgr Tomasz Sadowski - Samopomoc
bezdomnym na przykładzie "Barki".
Zbigniew Ściana
mgr Krystyna Sokołowska-Dziok - Domy
samotnej matki w Szczecinie.
BEZDOMNOŚĆ W LATACH 1945-1997:
losy bezdomnych - zmiany i rozmiary zjawiska - rola schronisk
Sprawę bezdomnych w Polsce podniósł w literaturze Stefan Żeromski pisząc swoją powieść "Ludzie bezdomni". Jednak tym, który starał się rozwiązywać problem bezdomnych był św. Albert Chmielowski, pionier działalności na rzecz bezdomnych w Polsce. Nic nie straciły na aktualności jego słowa : "Potrzeba, owszem konieczność, szczególniej po większych miastach, Schronisk każdemu ubogiemu otwartych, jest dziś najpowszechniej stwierdzona... za pewne przyjąć trzeba, że człowiek dla jakichkolwiek powodów jest bez odzieży, bez dachu i kawałka chleba może już tylko kraść lub żebrać dla utrzymania życia - w tym bowiem nędznym stanie najczęściej do pracy nie jest zdolny ani mu też łatwo pracy znaleźć przychodzi. Jeżeli więc w mieście nie ma dla poratowania takich odpowiedniego zakładu, zostaje do zastosowania tylko względem nich działanie policji, sądów, więzień lub szpitali; takie zaś zastosowania są na tyle fałszywe, na ile w skutkach ujemne."
I Losy bezdomnych
1. Ustawodawstwo II Rzeczypospolitej
przewidywało opiekę Państwa nad bezdomnymi. Chodzi tu o
sprawę dotyczącą opieki społecznej z r.1929. W praktyce
polegało to na tym, że władze państwowe kierowały bezdomnych
do albertyńskich przytulisk i innych zakładów prowadzonych
przez zakony męskie i żeńskie. W zamian za to Państwo
wspierało finansowo te przytułki.
2. W czasie II wojny światowej i zaraz po
wojnie prawie cały naród polski zakosztował gorzkiego owocu
bezdomności. Należy tu wyliczyć paniczne ucieczki wielu rodzin
podczas kampanii wrześniowej w obawie przed nadchodzącymi
frontami niemieckimi i bolszewickimi. Wysiedlano Polaków z tzw.
Warthegau do General Gouvernement, masowo wywożono ich ze
wschodnich terenów na Syberię i do Kazachstanu w głębi Rosji.
Zaraz po wojnie nastąpiło wygnanie Polaków z dawnych terenów
Rzeczpospolitej, co nazywano eufemistycznie "repatriacją i
powrotem na ziemie od wieków piastowskie". Trzeba też
wymienić tutaj wysiedlenie wielu rodzin, które objęto reformą
rolną oraz ucieczki i ukrywanie się Polaków przed
prześladowaniem i zemstą Urzędu Bezpieczeństwa. Również
fala polskich imigrantów z Zachodu i Wschodu musiała
zakosztować choć chwilowo goryczy bezdomności.
3. Okres 1945 do 1950 był czasem pewnej
stabilizacji i uspokojenia wzburzonych fal bezdomności Polaków.
Działała przecież rozwinięta przez Ks. Kard. Sapiehę
kościelna instytucja "Caritas", która finansowała
wiele kościelnych i zakonnych przytułków oraz zakładów
opiekuńczych. Każdy bezdomny mógł bezpośrednio szukać
schronienia i opieki w zakładach kościelnych, podobnie jak to
było przed wojną.
4. Okres od 1950 do 1981 r. był najcięższym
okresem dla bezdomnych w Polsce. Władze komunistyczne, chcąc
zmonopolizować i jednocześnie ograniczyć wszelką
działalność opiekuńczą, natychmiastowym zarządzeniem
zlikwidowały w roku 1950 kościelny "Caritas".
Wszelkie kościelne i zakonne przytułki upadły. Dla zmylenia
opinii publicznej pozostała tylko nazwa "Caritas" -
instytucja poddana całkowicie władzom państwowym. Zakłady
prowadzone przez ten fałszywy "Caritas" przyjmowały
podopiecznych tylko ze skierowaniem od państwowej opieki
społecznej. Bezdomni właściwie pozostali wtedy "na
lodzie", bo choć przedwojenna ustawa z r.1929 na papierze
dalej obowiązywała, to baza opiekuńcza prawie przestała
istnieć. Nie było praktycznie możliwości dostania się do
państwowego domu opieki. Na pierwszy plan wysuwały się
państwowe domy rencistów i luksusowe domy pogodnej starości.
Czasem udawało się jakiemuś zapalonemu opiekunowi społecznemu
wepchnąć bezdomnego do państwowego domu opieki "na koszt
Skarbu państwa", ale trzeba było karkołomnych wyczynów,
aby tego dokonać. Nie istniała działalność pozarządowych
organizacji społecznych i charytatywnych, gdyż była ona
zakazana. Słowo "bezdomny" zostało objęte zapisem
cenzury, gdyż ujawnianie problemu bezdomnych mogło
kompromitować tzw. "ustrój sprawiedliwości
społecznej". Ludzie znający od podszewki życie w PRL
wiedzieli, że problem bezdomnych narasta. Wiedzieli o tym
milicjanci, pracownicy opieki społecznej, lekarze i księża.
Problem ten był jedynie łagodzony przez istnienie hoteli
robotniczych, w których czy to podczas kampanii cukrowniczych,
czy też podczas tworzenia nowych zakładów przemysłowych,
kryła się cała armia ludzi samotnych, nie mających
mieszkania. W większych miastach prezydenci dwa razy w roku
wprowadzali tzw. tryb przyśpieszonego działania kolegiów ds.
wykroczeń. Podczas tego "trybiku" sprzątano
bezdomnych z dworców, z klatek schodowych, z parków i ulic i
zamykano ich na trzy miesiące do więzień. Była to prawdziwa
zabawa "w kotka i w myszkę", a nie próba rozwiązania
problemu.
5. Dopiero powstanie NSZZ
"Solidarność" w 1981 roku otworzyło nowy rozdział w
dziejach bezdomnych w Polsce. Idea solidarności zawiera w sobie
również solidarność z najuboższymi i bezdomnymi.
Prawdopodobnie pod naciskiem "Solidarności" wojewoda
wrocławski zarejestrował pierwsze pozarządowe stowarzyszenie
dobroczynne, mające na celu niesienie pomocy bezdomnym, pod
okrojoną nazwą Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta. Przez
osiem lat była to - nie licząc pionierskiej, ale małej
placówki pomocy bezdomnym w Warszawie tzw. "Domu
Przyjaźni", działającego od 1979 roku - jedyna
organizacja działająca w systemie komunistycznym na rzecz
bezdomnych. Pierwsze schronisko Brata Alberta we Wrocławiu
zostało wyremontowane na koszt "Solidarności". Od
początku J. E. ks. Kardynał odniósł się do tej inicjatywy
życzliwie i objął nad nią patronat. Towarzystwo Pomocy
tworzyło schroniska dla bezdomnych mężczyzn, starców,
inwalidów, dla samotnych matek, bezdomnych starych kobiet i
matek z dziećmi oraz kuchnie dla ubogich i bezdomnych. Dzięki
temu społeczeństwo dowiedziało się, że jest w Polsce problem
ludzi bezdomnych, który dawniej był kłamliwie przemilczany.
Nie był to też problem wydumany przez fantastów, gdyż w
szeregu większych miast zaczęły organizować się grupy ludzi,
przejętych nieszczęściem bezdomnych, które zwracały się do
Zarządu Głównego Towarzystwa Pomocy z prośbą o zatwierdzenie
ich inicjatywy i powołanie Koła terenowego Towarzystwa, aby
móc uruchomić schronisko dla bezdomnych.
6. Okres od 1989 do 1997 roku to najbardziej
katastrofalny okres dziejów ludzi bezdomnych. Z chwilą
powstania nowego ustroju ekonomiczno - społecznego zaczęło
się szerzyć ogromne bezrobocie. Spółki i przedsiębiorstwa
prywatne przejmujące firmy państwowe zaczęły likwidować
nieopłacalne hotele robotnicze. Szerzący się żywiołowy
liberalizm zezwalał na coraz większy wzrost liczby punktów
sprzedaży alkoholu., na import napojów alkoholowych z
zagranicy, co powodowało i powoduje tragiczne rozpicie
społeczeństwa, rodzin, młodzieży, a nawet dzieci. Liczba
bezdomnych wielokrotnie się zwiększyła. Szerząca się
narkomania też się do tego przyczyniła. Chociaż zwiększyła
się też sieć Schronisk Św. Brata Alberta, jak też domów dla
bezdomnych "Caritas", noclegowni, prowadzonych przez
MOPS, PCK, PKPS i przytułków zakonnych, to jednak ogromna
rzesza bezdomnych nadal pozostaje bez pomocy i opieki. Nawet
działalność Marka Kotańskiego, tworzącego dla bezdomnych
tzw. "Markoty", nie zaspokaja wszystkich potrzeb.
Państwo, zamiast starać się w okresie odzyskanej
niepodległości i wolności o usuwanie i naprawianie takich
szkód społecznych jak alkoholizm, przestępczość,
bezdomność, deficyt mieszkaniowy i demoralizacja, pogłębiło
i nadal pogłębia te szkody przez swoją bierność,
niepohamowany liberalizm i brak koniecznej interwencji
państwowej. Ustawa o pomocy społecznej z 1990 roku mówi o
pomocy bezdomnym, ale tylko na terenie lokalnym gminy i miasta,
podczas gdy bezdomność jest problemem ponadlokalnym. Ustawa ta
nie uwzględnia też roli schronisk dla bezdomnych, niczego nie
mówi o dotowaniu tych schronisk. Zresztą ustawa nie precyzuje
pojęcia "miejsce zamieszkania", co powoduje
dwuznaczność: czy jest to miejsce ostatniego stałego meldunku
czy miejsce czasowego pobytu. Skutek jest taki, że ośrodki
pomocy społecznej raz powołują się na Ustawę raz na Kodeks
Cywilny i w rezultacie bezdomny starzec czy też inwalida nawet z
pierwsza grupą pozostaje bez pomocy i opieki.
II Zmiany i rozmiary zjawiska bezdomności
Trzeba najpierw zastanowić się, kogo zaliczyć do grona bezdomnych. Moim zdaniem trzeba podzielić bezdomnych na dwie kategorie: bezdomnych aktualnych i bezdomnych potencjalnych. Bezdomni aktualni są to ludzie nie mający dachu nad głową, którzy od rana do wieczora myślą, gdzie można by znaleźć schronienie na noc: czy na dworcu czyli na tzw. "berzie", czy na klatce schodowej, czy w jakiejś piwnicy lub strychu, stogu siana czy też w zrujnowanym i opustoszałym domu. Bezdomni potencjalni są to ludzie nie posiadający własnego mieszkania, chwilowo gdzieś wegetujący, ale w każdej chwili mogący utracić dach nad głową. Do nich należy zaliczyć bezdomnych przebywających w zakładach karnych, szpitalach, sanatoriach przeciwgruźliczych, odwykówkach, schroniskach i noclegowniach, w miejscach wykonywania prac sezonowych budowlanych lub ogrodniczo-rolnych, w chwilowych kwaterach, stancjach i melinach. Tak rozumiana liczba bezdomnych w Polsce będzie jaskrawym oskarżeniem Państwa polskiego, które od czasu zakończenia wojny światowej aż dotąd nienależycie rozwinęło budownictwo mieszkaniowe. Deficyt mieszkaniowy stał się jedną z głównych przyczyn bezdomności, nie mówiąc o takich przyczynach jak usuwanie w cień autorytetu Kościoła, ateistyczna demoralizacja, polityka promocji alkoholowej, brak polityki prorodzinnej, brak należytego wychowania i resocjalizacji więźniów, wypuszczanie ich bez żadnego zabezpieczenia materialnego, tragiczny brak pracy, brak tanich hoteli noclegowych itd. itd. Informacje o liczbie bezdomnych są z konieczności tylko szacunkowe i każdy oblicza je inaczej. Myślę, że w okresie PRL liczba bezdomnych aktualnych i potencjalnych mogła sięgać do pół miliona obywateli, podczas gdy obecnie liczba ta sięga dwu i pół miliona. Nie można wyrokować, że wszyscy bezdomni to pijacy, alkoholicy, wykolejeni życiowo i moralnie ludzie i degeneraci psychiczni. Istnieje bowiem sprzężenie zwrotne - jak pisze w swej doskonałej książce pt. "Nałóg pijaństwa" franciszkanin ks. Marian Lisowski - pomiędzy bezdomnością i alkoholizmem. Można też dodać, że takie sprzężenie zwrotne istnieje między bezdomnością a wykolejeniem moralnym, przestępczością, degradacją psychiczną i innymi dewiacjami. Nie wiadomo, co było w danym człowieku pierwotne: czy alkoholizm, wykolejenie, przestępczość i degradacja psychiczna, które skłoniły danego człowieka do włóczęgowskiej bezdomności, czy też bezdomność stała się przyczyną rozpicia, przestępczości i otępienia umysłowego. Dlatego lepiej z góry nie wyrokować i nie potępiać bezdomnych, zrzucając na nich całą winę. Wiadomo bowiem, że oprócz subiektywnych przyczyn bezdomności jest bardzo dużo przyczyn obiektywnych, wynikających ze złego funkcjonowania Państwa.
III. Rola schronisk.
Rola schronisk, domów dla bezdomnych, noclegowni, przytulisk, przytułków i "Markotów" jest bardzo pozytywna, gdyż w ogromnej mierze uśmierza bolesny problem ludzi bezdomnych, chroni też społeczeństwo przed kradzieżami, napadami, włamaniami, przed przykrym żebractwem itp. Istnienie schronisk jest jednak tylko leczeniem objawowym ran społecznych i państwowych, a nie leczeniem przyczynowym. Odpowiedzialność za brak przyczynowego leczenia bezdomności spada na Państwo polskie. Leczenie przyczynowe polegałoby na stopniowym zmniejszaniu bezrobocia, na ograniczeniu produkcji, importu i handlu alkoholem, na rozwoju budownictwa mieszkaniowego, na zakładaniu tanich hoteli noclegowych, na polityce prorodzinnej, wreszcie na rozwiązywaniu dramatycznego problemu ludzi wymeldowanych donikąd. W praktyce pozbawieni są oni prawie wszystkich praw obywatelskich, gdyż nie mogą uzyskać państwowej pracy, nie mogą dostać się do jakiegoś jeszcze istniejącego hotelu robotniczego, nie mogą uzyskać zasiłku z opieki społecznej lub miejsca w domu starców, trudno dostać im się do jakiejś przychodni lekarskiej lub szpitala, gdyż nie należą do żadnego rejonu, nie zawsze mają prawo brać udział w głosowaniu itd. itd. Schroniska i podobne placówki przyczyniają się z pewnością do ocalenia wielu ludzi od rozpaczy, od samobójstwa, od utraty zdrowia i życia. Stanowią przystań i azyl dla wielu rozbitków życiowych, ludzi niezaradnych, niechcianych, chorych psychicznie, upośledzonych umysłowo, kalek, inwalidów, starców samotnych, chorych bez możliwości leczenia się na własną rękę, bezrobotnych na próżno szukających pracy z kwaterą, dla samotnych matek wygnanych ze środowiska rodzinnego, kobiet z dziećmi maltretowanych przez mężów pijaków i uciekających przed nimi, dla staruszek wygnanych przez własne dzieci lub błąkających się staruszek ze sklerotyczną demencją, dla bezdomnych ex-więźniów nie mających dokąd wrócić, dla niedojrzałych społecznie młodych ludzi wypuszczanych z domów dziecka bez żadnego zabezpieczenia itd. itd. Rola schronisk dla bezdomnych w dużej mierze polega na wyręczaniu różnych instytucji państwowych i samorządowych oraz wypełnianiu luk prawnych w organizacji państwa i społeczeństwa. Tak więc schroniska stają się coraz bardziej lecznicami, przychodniami i szpitalami dla najuboższych, bezdomnych, często wymeldowanych donikąd, nie mających ani żadnej renty, ani pieniędzy na leczenie (bezdomni, gdy zachorują, pukają do bramy schroniska wiedząc, że tam uzyskają lekarstwa i pomoc medyczną, gdyż w każdym schronisku jest zorganizowana opieka lekarska, często sprawowana przez społecznie angażujących się lekarzy). Schroniska wyręczają lub też uzupełniają działalność domów pomocy społecznej czyli tzw. domów starców. Wielu bezdomnych starców i inwalidów, którzy powinni znale(ć się w domu pomocy społecznej, z przyczyn obiektywnych - braku miejsc w tych domach starców - przebywa miesiącami lub latami w schronisku, nawet gdy mają jakąś rentę i decyzję Urzędu Wojewódzkiego o umieszczeniu ich w domu pomocy społecznej. O wiele gorzej jest z tymi, którzy albo są wymeldowani donikąd, albo nie mają renty. Wtedy latami przebywają w schronisku i tam umierają (czasem nawet samotny człowiek mający mieszkanie i rentę trafia do schroniska prosto ze szpitala, który załatwił mu decyzję o umieszczeniu w domu starców, ale karetką przywozi tego schorowanego starca do schroniska, bo w mieszkaniu nie miałby się nim kto nim opiekować). Nie ma w naszym kraju domów dla rekonwalescentów, którzy zasadniczo ukończyli kurację szpitalną, ale mają np. nogę w gipsie oraz kule i nie mają gdzie się podziać. Wtedy szpital, chcąc się pozbyć pacjenta, przywozi go karetką do schroniska i tam pozostawia, aż dojdzie on do zdrowia i będzie mógł szukać pracy (wiele jest takich przypadków w życiu schronisk). Nie ma też w Polsce państwowych domów pomocy postpenitencjarnej dla bezdomnych ex-wię(niów, choć były one postulowane przez Radę Postpenitencjarną przy Ministerstwie Sprawiedliwości jeszcze w roku 1968. Działa jedynie kilka niedużych placówek prowadzonych przez Stowarzyszenie Penitencjarne "Patronat". Schroniska stają się zatem azylem dla ludzi wypuszczonych bez żadnego zabezpieczenia z więzień, bez możliwości znalezienia pracy z kwaterą, bez środków do życia. Schroniska przyjmując tych ex-więźniów ratują ich od powrotu do melin i środowiska przestępczego. Schroniska są dla wielu ludzi jakimś pogotowiem mieszkaniowym w chwili załamania, awarii życiowej czy też chwilowego konfliktu rodzinnego lub na czas ukończenia letniej pracy sezonowej, gdyż nie ma w Polsce tanich hoteli noclegowych, które po cenie kosztów własnych, a nie dla interesu, dawałyby nocleg ludziom ubogim. Wielu jest ludzi bez własnego mieszkania, którzy pracują przez sezon wiosenno-letni i jesienny u różnych gospodarzy lub na budowie i tam mają jakieś lokum do spania, ale w okresie zimowym lądują na dworcu (zwłaszcza na dworcach stolicy). Z braku tanich hoteli noclegowych nie mają oni gdzie przezimować, aby na wiosnę znowu pójść do pracy. Pozytywna rola schronisk przejawia się również w tym, że tworzą one bezdomnym namiastkę rodziny. Trzeba bowiem wiedzieć, że świat ludzi bezdomnych, zwany "czwartym światem" to grupa ludzi zepchniętych na margines życia, niechcianych, pogardzanych, często potępianych przez ludzi z tzw. lepszego świata. W schronisku natomiast akceptuje się ludzi takimi, jakimi są, próbuje się ich rozumieć i pomóc, mówi się każdemu przychodzącemu, a przynajmniej powinno się mówić: "dobrze, że jesteś". Trzeba pamiętać, że schroniska nie opiekują się "aniołkami", ale ludźmi trudnymi, otępiałymi, zwichrowanymi, nerwowymi i często chorymi psychicznie. Schroniska w większości wypadków sprawują działalność opiekuńczą,, a w mniejszym stopniu działalność resocjalizacyjną, choć powinna ona być ambicją każdego schroniska. Należałoby przyjąć zasadę, że schroniska powinny być świadectwem miłości i miłosierdzia wg słów Chrystusa Pana "cokolwiek uczyniliście...". Nie wyklucza to utrzymywania pewnej dyscypliny i stosowania różnego rodzaju kar, aby zapewnić większości mieszkańców spokój i bezpieczeństwo. Chyba każdy rozumie, że ogromnym poparciem dla działalności schronisk była beatyfikacja i kanonizacja opiekuna bezdomnych Brata Alberta. W atmosferze znieczulicy i apatii państwa organizacje pozarządowe powinny wytężać siły, aby przychodzić na ratunek tym tragicznym postaciom, jakimi są bezdomni, którzy, jak mawia Matka Teresa z Kalkuty, nie mają nikogo bliskiego, kto by im pomógł.
Adres: Schronisko św. Brata Alberta Bielice 127, 49 - 140 Łambinowice