Start arrow O nas arrow Pomogliśmy im
  • English
  • Polish
Menu witryny
Start
Brat Albert
O nas
Pomóż
Podziękowania
Adresy, konta
Sprawozdania
Linki
Kalendarz
1 procent
Informator
Placówki pomocy
Bezdomność
Bezdomność
FEANTSA
O FEANTSA
Obserwatorium
Typologia bezdomności
Konferencje
Szukaj w serwisie
 

Image

 

Image
 
zdjecie_012.jpg
Drukuj E-mail
piątek, 20 stycznia 2006
Spis treści
Rok 2007
Rok 2006
Rok 2005
Rok 2004
Rok 2003
Rok 2002
Rok 2001
Rok 2000
Rok 1999
Rok 1998
 

Rok 2004 

Mariusz

Mariusz (39 lat) przybył do naszego Schroniska w grudniu 2002 r. Był to jego pierwszy pobyt w tego typu ośrodku.
Mariusz z zawodu jest ślusarzem, ale prowadził własną działalność gospodarczą - handlował antykami. Wychowywał się w Domu Dziecka, skończył szkołę zawodową i ożenił się. Ma dwie córki. Często wyjeżdżał za granicę do pracy. Niestety w tym czasie żona znalazła sobie innego partnera a Mariusz trafił do zakładu karnego. Po wyjściu z więzienia nie miał już gdzie ani do kogo wracać. Przez trzy miesiące tułał się po znajomych aż w końcu trafił do nas.
Od początku widać było, że chce coś ze sobą zrobić, coś jeszcze osiągnąć. Rozpoczęliśmy starania by uzyskał mieszkanie komunalne, ale bez większych rezultatów. Mariusz nie mógł znaleźć pracy - nie miał żadnego dochodu, był zarejestrowany w Biurze Pracy jako aktywnie poszukujący. W końcu skierowaliśmy go do klubu Integracji Społecznej gdzie poznał wielu ludzi służących radą i pomocą. Ponownie odzyskał energię i wiarę we własne siły. Kiedy Biuro Pracy zaoferowało mu pracę na Śląsku trochę się wahał, ale w końcu wyjechał.
Mieszka w hotelu robotniczym i pracuje w firmie budowlanej. Dobrze zarabia i jest bardzo zadowolony. Ma duże szanse uzyskać tam mieszkanie. Odwiedza nas za każdym pobytem w naszym mieście.

Maria

Maria pochodzi ze wsi. Jej rodzice nadużywają alkoholu, nie pracują. Z mieszkania zrobili melinę. Maria ma dwoje młodszego rodzeństwa. Dwa lata temu brat i siostra zostali zabrani do Domu Dziecka. Maria miała wtedy 19 lat więc została w domu. Skończyła Zasadniczą Szkołę Zawodową i zaczęła pracować jako sprzedawca.
Próbowała budować swoje szczęście. Marzyła, że wreszcie będzie mogła wyprowadzić się z domu.
W pracy poznała ojca swojego dziecka, narodowości rumuńskiej. Mówił, że mieszka w Niemczech. Był miły, woził ją swoim samochodem, zawsze miał pieniądze. Nie wiedziała dokładnie czym się zajmuje, ciągle był w rozjazdach. Ale wtedy to nie było dla niej ważne.
Zakochała się, pragnęła innego życia. Myślała, że los się do niej uśmiechnął. Wkrótce zamieszkała z nim w wynajmowanym przez niego mieszkaniu. Zaszła w ciążę. Chłopak zapewniał, że ją kocha, a jak urodzi się dziecko zabierze ją do Niemiec. Gdy nadszedł czas porodu zawiózł ją do szpitala. Maria urodziła śliczną dziewczynkę. Od tego czasu nie skontaktował się z nią więcej.
Nikt nie przyjechał po nią do szpitala. Wyszła ze szpitala sama, poszła do mieszkania, nie było tam rzeczy chłopaka. Właściciel mieszkania nic nie wiedział, znajomi też, a jego dokumenty okazały się fałszywe. Maria załamała się. Z pomocą przyszła jej przyjaciółka. Po kilku dniach trafiła do naszego Domu. Tu odzyskała spokój i równowagę.
Odebrała dziecko ze szpitala. Próbowała szukać ojca dziecka, lecz bez skutku. Prawdopodobnie przebywa gdzieś za granicą. Maria wyprowadziła się z DSM gdy koleżanka zaproponowała jej mieszkanie i powrót do pracy. Nadal utrzymuje z nami kontakt. Interesuje się losem rodzeństwa, że zabiera je na przepustki. Z rodzicami nie chce utrzymywać kontaktów.


Jarosław

Jarosław pierwszy raz do naszego schroniska zgłosił się w 1995 roku i przebywał w nim do roku 2004.
Wielokrotnie opuszczał mury naszego domu, gdyż przestrzeganie regulaminu, szczególnie w sprawach zachowania trzeźwości i pracy na rzecz schroniska, sprawiało mu trudności nie do pokonania. Wielokrotnie podejmował walkę z chorobą alkoholową,lecząc się na odwykowych oddziałach zamkniętych. Uczęszczał na mityngi grup AA w mieście. Lecz skutek ciągle był ten sam: powroty do picia, ciągi alkoholowe,
porzucanie ciężko zdobytej pracy. Pracownicy schroniska przeprowadzali z Jarosławem częste rozmowy, motywowali do pracy nad sobą, do zmiany swojego postępowania.
Z początkiem wiosny 2003 roku Jarosław przestał pić, zgłaszał się często do opiekunów o dodatkowe zajęcia. Podjął dorywczą pracę, nawiązał kontakty z trójką dorastających dzieci. Dzięki wspólnym staraniom miasto przydzieliło na koniec 2003 roku Jarosławowi lokal mieszkalny. Mieszkanie zostało przy pomocy schroniska wyremontowane i na wiosnę 2004 Jarosław opuścił Schronisko.
Od lata 2004 roku pracuje w Anglii. Na Boże Narodzenie 2004 roku odwiedził nas. Ma obecnie 47 lat i, jak twierdzi, wszystko przed nim.


Krystyna

Krystyna ma 29 lat, jest wychowanką Domu Dziecka. Po kilkuletnim związku konkubenckim, z którego ma czteroletnią córkę, została opuszczona przez partnera. Trafiła do Domu Samotnej Matki w innym mieście. Tam poznała swojego przyszłego męża. Związek ten nie przetrwał próby czasu i Krystyna z córką przeprowadziła się do naszego miasta. Tutaj przez dłuższy czas wynajmowała pokój, pracowała dorywczo sprzątając mieszkania.
Po jakimś czasie zajęła pustostan, z którego jednak została usunięta. Krystyna po przyjęciu do naszego domu podejmowała liczne zobowiązania, które miały ją doprowadzić do jak najszybszego wyjścia z bezdomności, jednak nie wywiązywała się z nich. Pracownicy musieli włożyć dużo pracy aby ją zaktywizować. Została wysłana na kurs opiekunek społecznych. Wykonywanie czynności opiekuńczych przy starszych ludziach spodobało się jej i podjęła tą pracę.
Po kilku miesiącach dostała propozycję pracy ze szpitala, i od września 2004 jest tam zatrudniona na pełnym etacie. Krystyna ma tam bardzo dobrą opinię i wkłada dużo serca w wykonywanie pracy.
W międzyczasie były prowadzone liczne rozmowy i korespondencja z Urzędem Gminy w sprawie przydziału mieszkania socjalnego. Pierwsza odpowiedź była negatywna, ale po złożeniu odwołania i dostarczeniu dodatkowych dokumentów Krystyna została umieszczona na liście i w II kwartale 2005 roku otrzyma lokal komunalny. Został też złożony pozew o rozwód, pozew o podwyższenie alimentów oraz dokumenty niezbędne do otrzymywania świadczeń rodzinnych.
Obecnie Krystyna razem z córką mieszka w hotelu, pracuje, córka chodzi do przedszkola. Krystyna wierzy, że wreszcie uda jej się normalnie żyć i w spokoju wychowywać dziecko.


Henryk

Pan Henryk (68 lat) mieszkał w naszym Schronisku z krótkimi przerwami od roku 1996 do 2004. Z wykształcenia był monterem. Do 1979 roku żył w związku małżeńskim, po czym się rozwiódł, wyprowadził z domu, przyjechał do naszego miasta i zamieszkał u kolegi. Po śmierci kolegi w 1995 r musiał opuścić mieszkanie. Od tego czasu Pan Henryk rozpoczyna wędrówkę po schroniskach aż w końcu trafia do naszego ośrodka, w którym zadomawia się na "stałe".
W 1997 roku, ze względu na zły stan zdrowia, otrzymuje II grupę niepełnosprawności. Pan Henryk był osobą poważnie chorą - miał wmontowany rozrusznik serca oraz był pod stałą opieką Instytutu Hematologii. W pierwszej połowie 2004 roku jego stan zdrowia uległ drastycznemu pogorszeniu. Lekarze orzekli ciężką białaczkę. Chemioterapia nie wchodziła w grę ze względu na poważne schorzenia większości organów wewnętrznych, pozostało leczenie podtrzymujące.
Pan Henryk był uzależniony od alkoholu, co spowodowało zerwanie kontaktów z rodzeństwem. Nasz podopieczny nie życzył sobie komunikowania się z rodziną w trakcie choroby ani po śmierci. Jedyną osobą której podopieczny ufał był pracownik socjalny naszego schroniska. Pracownik socjalny uważał towarzyszenie osobie chorej terminalnie za sprawę priorytetową, dlatego
każdą wolną chwilę spędzał z chorym w szpitalu a później w hospicjum. Była to pomoc ważniejsza od wielu innych zadań, ponieważ dotykała wymiaru cierpienia fizycznego i duchowego, osamotnienia w ostatnim zakresie życia, lęku przed śmiercią.
Delegacja ze Schroniska wzięła udział w pogrzebie; mieszkańcy schroniska uczestniczyli w Mszy św. odprawionej w intencji zmarłego w naszej kaplicy w okresie Wszystkich Świętych.


Grażyna

Pani Grażyna lat 50, wykształcenie podstawowe - przybyła do naszego schroniska w maju 2002 r. Zanim trafiła do nas mieszkała wraz z konkubentem, prowadząc życie wypełnione alkoholem i biedą. Była zamężna jednak związek zakończył się rozwodem. Z dziećmi, dwoma synami, nie utrzymywała kontaktów.
Jej zły stan zdrowia, spotęgowany nadużywaniem alkoholu, nie pozwalał na znalezienie jakiejkolwiek pracy. Jednak pewnego dnia postanowiła zmienić swoje życie.
Do nas przyszła z mocnym postanowieniem poprawy. Na początku było trudno, jednak z biegiem czasu zaczęła szukać pracy, ukierunkowana przez pracowników schroniska wystarała się o rentę socjalną. Starania o pracę również przyniosły rezultaty, gdyż znalazła pracę, którą utrzymała i utrzymuje do dziś.
Uwieńczeniem jej wysiłków było otrzymanie lokalu socjalnego w czerwcu 2004, na który czekała dwa lata.
Z naszej strony zapewniliśmy wsparcie duchowe i psychologiczne, ukierunkowanie działań na właściwe tory i poparcie we wszelkich krokach, które podejmowała. Pani Grażyna otrzymała również część wyposażenia mieszkania. W tej chwili utrzymuje z nami stały kontakt. Jest bardzo zadowolona z aktualnej sytuacji i osiągniętego sukcesu. W dalszym ciągu pracuje i ma dalsze plany na ulepszanie warunków życiowych.



 
(C) 2004-2008 Towarzystwo Pomocy im. Św. Brata Alberta
ul. Kołłątaja 26a, 50-007 Wrocław, tel. (071) 341-04-19, fax (071) 344-37-35, email Zarządu
kontakt z administratorem
Autor zdjęć: Dariusz Dobrowolski
Design & implementation by JoomlaSITE Team. All rights reserved.