Start arrow O nas arrow Pomogliśmy im
  • English
  • Polish
Menu witryny
Start
Brat Albert
O nas
Pomóż
Podziękowania
Adresy, konta
Sprawozdania
Linki
Kalendarz
1 procent
Informator
Placówki pomocy
Bezdomność
Bezdomność
FEANTSA
O FEANTSA
Obserwatorium
Typologia bezdomności
Konferencje
Szukaj w serwisie
 

Image

 

Image
 
zdjecie_003.jpg
Drukuj E-mail
piątek, 20 stycznia 2006
Spis treści
Rok 2007
Rok 2006
Rok 2005
Rok 2004
Rok 2003
Rok 2002
Rok 2001
Rok 2000
Rok 1999
Rok 1998

Rok 2003 

Pan Janek

P. Janek przyszedł do naszego schroniska w listopadzie 2000 r. z innego ośrodka. Przebywał w nim pół roku, nie potrafił jednak dostosować się do tamtejszych warunków, stał się ofiarą szykan współmieszkańców.
Jego całe, dotychczas ustabilizowane życie zawaliło się w 1994 r., kiedy to rozstał się z żoną. Bezdomnym stał się w 1996 r.
Ma 61 lat, pochodzi z rodziny inteligenckiej, z wykształcenia jest złotnikiem. Znany jako doskonały fachowiec, dorobił się majątku. Ożenił się, ale ten związek nie utrzymał się długo. Alkohol, od którego nie stronił, spowodował zmiany w jego psychice. Zaniedbywał obowiązki zawodowe, majątek zaczął topnieć. Zarówno była żona, jak i najbliższa rodzina, czekali na jego ostateczną porażkę.
Podstępem udało się żonie sprzedać warsztat oraz dom, a uzyskanymi korzyściami nie podzieliła się z rodziną. Rozgorzała między nimi walka, a winą za ten stan rzeczy obarczony został główny poszkodowany. Wyrzucony z domu rodzinnego, stał się człowiekiem bezdomnym. Życiowo nieporadny, z natury spokojny, pogodził się ze swoim losem.
Nie szukał też obrońców. Koczując na dworcu, a potem będąc w pierwszym ośrodku, starał się utrzymywać luźny kontakt z rodziną. Gdy znalazł się u nas, przyjechała rodzina; zapewniali, że będą go odwiedzać, partycypować w kosztach pobytu oraz leczenia. Była to jedyna wizyta, a próby kontaktu z nimi kończyły się fiaskiem i arogancją.
P. Janek pozostał pod naszą opieką. Już nie był sam, żył w naszej zastępczej rodzinie, gdyż własna go odrzuciła.
Jego stan zdrowia zaczął się pogarszać. Wymagał specjalistycznego leczenia, na które nie miał środków. Po długich staraniach wywalczyliśmy dla niego rentę oraz udało się uzyskać miejsce w Domu Pomocy Społecznej.
Rozstawał się z nami z wielkim żalem, płakał. Po raz kolejny znalazł się w nowym miejscu, oby już ostatnim w jego wędrówce. Jest bezpieczny, ale samotny, skazany na banicję przez najbliższą rodzinę, w której się urodził i wychował.

Pani Zenobia

Zenobia - 54 lata, wykształcenie podstawowe. Do naszego domu trafiła po pobycie w schronisku w innym mieście. Dotarła bardzo zmęczona i wyczerpana podróżą, której część odbyła pieszo. Była wyczerpana psychicznie, nie wiedziała zupełnie co będzie dalej.
Pani Zenobia pochodzi ze wsi; pracowała wraz z mężem w PGR. Po jego likwidacji zostało im tylko małe mieszkanie, a trudno była znaleźć pracę aby zarobić na życie. Mąż coraz częściej zaczął zaglądać do kieliszka, powtarzały się awantury, bicie i wyzwiska. Po jakimś czasie pani Zenobia, nie wytrzymując tego, uciekła do swego ojca, z którym mieszka starszy syn.
Niestety i tam nie została uszanowana - i tam wpływ na taką sytuację miał alkohol. Po kolejnej awanturze syn wyrzucił panią Zenię i tak zaczęła się jej tułaczka.
Pani Zenia ma jeszcze jednego syna, który jest żonaty, ma dwoje dzieci i sam pracuje na utrzymanie rodziny. Ze względu na ich trudną sytuację finansową, pomimo dobrej relacji z synem pani Zenia nie może u nich zamieszkać.
Mieliśmy duży dylemat jak jej pomóc. Jej staż pracy był zbyt krótki aby załatwić jakieś świadczenie, również nie było szans na mieszkanie. Przypadek pani Zeni jest dla mnie przykładem na pomoc naszego Patrona w sytuacjach, w których sami nie potrafimy zaradzić.
Po tygodniu obecności pani Zenobii w schronisku zadzwoniła pani poszukująca osoby do opieki nad chorym. Umówiliśmy spotkanie i po 18 dniach pobytu w schronisku pani Zenia przeprowadziła się do małżeństwa, które przyjęło pod swój dach samotnego przyjaciela po ciężkim wylewie, a teraz panią Zenię, aby się nim opiekowała.
Mamy z nią kontakt - odwiedzała schronisko, jak również opiekunka ją odwiedzała w nowym miejscu. Jest bardzo zadowolona i wdzięczna za dom który znalazła, czuje się w nim jak członek rodziny.


Piotr

Piotr, lat 25 wychowanek Domu Dziecka. Opuścił Dom Dziecka w 1997r. Próbował powrócić do stałego miejsca zameldowania w dużym mieście, ale okazało się to niemożliwe. Po śmierci babci, przez którą był wychowywany, starsza siostra zameldowała tam obce osoby, sama natomiast w nim nie przebywa. Osoby te cały czas uniemożliwiały Piotrowi zamieszkanie w lokalu.
Dlatego Piotr od czasu opuszczenia Domu Dziecka mieszkał kątem u znajomych, na klatkach schodowych i działkach.
W marcu 2003r zamieszkał w naszym schronisku. Wcześniej nie był zorientowany, że można skorzystać z pomocy tego typu placówek.
Zgodnie z opracowanym przez niego i pracownika socjalnego planem wychodzenia z bezdomności, Piotr został objęty pomocą w:

  • uzyskaniu dowodu osobistego
  • rejestracji w Urzędzie Pracy
  • złożeniu wniosku o przydział lokalu
  • przyspieszeniu przydziału mieszkania
  • uzyskaniu zatrudnienia
  • uzyskaniu i urządzeniu mieszkania


Już w lipcu 2003 r Piotr opuścił schronisko i zamieszkał w wynajętym lokalu oczekując na przydział własnego mieszkania.
Mieszkając samodzielnie uczył się umiejętności radzenia sobie w różnych sytuacjach życiowych. Utrzymywał kontakt z pracownikami schroniska, informując o wszystkich napotykanych problemach.
Obecnie już w pełni samodzielny, pracuje zawodowo i mieszka w przydzielonym mieszkaniu.


Jadwiga

Mieszkała z mężczyzną bez ślubu przez 8 lat. Gdy okazało się, że jest w ciąży, została wypędzona. Rodzina nie chciała jej przyjąć do domu. Mieszkała u koleżanek, znajomych, a czasami nie miała gdzie przenocować.
Przyjechała do nas bardzo wyczerpana, w jednej sukience, bez badań lekarskich. W naszym domu powoli doszła do równowagi.
Urodziła synka, którego bardzo pokochała. Potrzebowała dużej pomocy i nauki w pielęgnowaniu dziecka i organizacji dnia. Po dwóch miesiącach zaczęła radzić sobie przy dziecku i z dnia na dzien było lepiej. Chłopczyk bardzo dobrze się rozwijał i radość matki była ogromna. Poprosiła nas o ochrzczenie dziecka. Zorganizowałyśmy wszystko i zaprosiliśmy rodziców Jadwigi. Przyjechała matka i siostra, bardzo przeżyły tą uroczystość.
Zaczęły się bliższe kontakty, matka zaczęła odwiedzać córkę i cieszyła się wnukiem.
Po kilku miesiącach przyjechała do nas z decyzją, że zabiera córkę i wnuka do do domu.



 
(C) 2004-2008 Towarzystwo Pomocy im. Św. Brata Alberta
ul. Kołłątaja 26a, 50-007 Wrocław, tel. (071) 341-04-19, fax (071) 344-37-35, email Zarządu
kontakt z administratorem
Autor zdjęć: Dariusz Dobrowolski
Design & implementation by JoomlaSITE Team. All rights reserved.