|
Strona 6 z 10
Rok 2002 Roman
Roman przybył do naszego schroniska we wrześniu 2001 roku. Od razu dał się poznać jako człowiek pracowity, sumienny i życzliwy. Był pomocny w czasie powstawania schroniska, gdy było do wykonania wiele prac budowlanych. Był osobą zamkniętą i tajemniczą. Dopiero podczas osobistych rozmów niechętnie i z zawstydzeniem opowiadał o sobie. Roman pochodzi z małej wsi, jest rolnikiem. Ma żonę i 3 dorosłych synów. Już po kilku latach małżeństwa występiły konflikty i problemy związane z jego uzależnieniem od alkoholu, z agresją wobec członków rodziny włącznie. Trwało to prawie 20 lat. Z czasem synowie dorośli i przestali tolerować takie postępowanie ojca. Miotając się ze swoja chorobą w czasie kolejnego zapicia, opuścił dom. 6 lat wędrował, przebywając w różnych schroniskach, prowadząc samotny tryb życia, poddając się chorobie alkoholowej. Przez ten okres nie kontaktował się z rodziną, informacje o domu otrzymywał od przypadkowo spotkanych znajomych. W naszym schronisku Roman obchodził swoje 50 urodziny. Gdy zorganizowaliśmy mu małą uroczystość, namiastkę imprezy jaką mógł mieć w domu, na twarzy Romana pojawiło się wzruszenie i łzy. Zauważyłem także podczas świąt, że coś w nim się zmienia. W czasie pobytu w naszym schronisku zdarzyło mu się zapicie. Po miesięcznej przerwie Roman do nas wrócił. Od tej pory zacząłem częściej z nim rozmawiać. Namawiałem go na powrót do domu. Początkowo nie dopuszczał takiej myśli, ale po którejś rozmowie zgodził się, abym skontaktował się z jego żoną. Pomogłem mu znaleźć pracę, aby mógł zarobić pieniądze na powrót i spłacenie swoich zobowiązań. Pierwsza moja rozmowa z jego żoną przez telefon trwała blisko godzinę. Była to trudna rozmowa. Pod koniec dało się odczuć iskierkę nadziei na to, aby Roman mógł zobaczyć się z rodziną. Wiele dowiedziałem się i wiele było wiadomości dla Romana, m.in. że ma 3-letnią wnuczkę i 2-miesięcznego wnuka. Gdy przekazywałem te wiadomości Romanowi widziałem, że coś w nim drgnęło. Uświadomiłem mu, że u wnuków ma czystą kartę i może ją zapisać jako dobry dziadek. Na następną rozmowę z żoną Romana umówiłem się za 2 tygodnie. Przez ten czas jego żona miała rozmawiać z synami. Druga rozmowa również nie była łatwa, w jego żonie zaczęły się budzić różne wątpliwości. Lecz zaakceptowała prośbę Romana, aby mógł przyjechać do domu i zobaczyć wnuki. Przygotowując go na to spotkanie uświadomiłem mu jak wiele musi okazać pokory, cierpliwości i skruchy, aby rodzina mogła go na nowo zaakceptować. Wiedziałem, że nie może jechać do domu sam, zaproponowałem mu, że z nim pojadę. Roman swój powrót rozpoczął od wizyty na grobach swoich najbliższych. Do domu wszedł sam. Oschłe to było spotkanie. Wcale się temu nie dziwiłem. Po jakimś czasie jego żona zaprosiła mnie domu. Rozmowa z nią była bardzo trudna, pełna żalu i pretensji. To, czy Roman zostanie, wahało się do ostatnich minut. Został. Gdy żegnałem się z nim przypomniałem mu o naszych rozmowach i ustaleniach, aby nigdy nie zapomniał, że ma problem z alkoholem, a także gdy nadejdą chwile zwątpienia, aby otwierał i czytał Pismo Św., bo tam znajdzie dla siebie wsparcie i pomoc. W styczniu 2003 minęły 4 miesiące odkąd Roman wrócił do domu. Mam z nim stały kontakt telefoniczny, z ostatniej rozmowy dowiedziałem się, że uważa siebie za jednego z najszczęśliwszych ludzi na świecie. Beata
Beata w wieku 20 lat wyszła za mąż. Mąż pochodził z rodziny, w której nadużywa się alkoholu. Ona sama miała ojca alkoholika, dlatego matka odradzała jej to małżeństwo, lecz Beata nie słuchała jej. Po ślubie zamieszkali u teściowej. Beata pracowała jako sprzedawca. Wkrótce zaszła w ciążę. Z każdym miesiącem sytuacja stawała się coraz gorsza. Męża zwolniono z pracy z powodu pijaństwa. Beata groziła mu, że odejdzie - wtedy mąż obiecywał poprawę, że znajdzie pracę, przestanie pić, lecz po 2-3 tygodniach znów było to samo. Wszystkie problemy Beata musiała rozwiązywać sama. Łudziła się jeszcze, że mąż zmieni się po urodzeniu się dziecka, lecz było wprost przeciwnie. Mąż w dalszym ciągu nie miał pracy, wszystkie problemy topił w kieliszku, a w tym wszystkim miał poparcie ze strony swojej matki i brata. Beata wiedziała już, że nie może liczyć na męża. Opiekowała się swoim synkiem i zarabiała na rodzinę. Jednak w niedługim czasie straciła pracę i została bez środków do życia. Beata była zrozpaczona. Nie radziła sobie już z problemami i sytuacją w jakiej się znalazła. Matka niewiele mogła jej pomóc - sama nie pracowała i miała jeszcze na wychowaniu dwoje dzieci. O naszym domu Beata dowiedziała się od koleżanki. Przyszła i została przyjęta od razu. Bardzo zaangażowaliśmy się w pomoc dla niej. Otrzymała wsparcie psychologiczne, uzyskała alimenty na dziecko, złożyła wniosek o mieszkanie - obiecano jej mieszkanie w ciągu 2 lat. Mąż i teściowa na początku próbowali być bardzo mili, namawiali ją do powrotu, jednak Beata nie ugięła się, a wtedy próbowali ją w różny sposób zastraszyć. Głównym motorem w tych działaniach była matka i brat jej męża. Okazało się jednak, że mąż mimo wszystko tęsknił i bardzo kochał żonę i dziecko. W przerwach w piciu analizował swoje życie i zaczął szukać pomocy. Po rozmowie z Beatą wiedział już co musi zrobić (leczenie, znalezienie pracy i wynajęcie mieszkania). Było to dla niego bardzo trudne, jednak miłość do żony i dziecka zwyciężyły. Po kilku miesiącach Beata zdecydowała się na zamieszkanie z mężem w wynajętym mieszkaniu. Mąż od pół roku pracuje, Beata też chce znaleźć pracę. Są z nami w stałym kontakcie, dzielą się swymi smutkami i radościami. Obecnie czekają na pomyślne rozwiązanie sprawy mieszkania. |
Jacek
Jacek zjawił się w naszym schronisku po spaleniu się jego skromnego mieszkania. Już wtedy kontakt z rodziną został zerwany, m.in. przez nadużywanie przez Jacka alkoholu. Żona wraz z dziećmi znacznie wcześniej przed pożarem przeniosła się do rodziców. Po wstrząsie jakiego doznał nie mogliśmy dopuścić do sytuacji, że Jacek wpadnie w środowisko osób nadużywających alkoholu. Umieściliśmy go w pokoju 2 osobowym z mieszkańcem, który tak samo jak on zmagał się z nałogiem, podejmował już jednak kroki ku temu aby problem ten przezwyciężyć. Ich rozmowy, nasze zainteresowanie jego problemami, kontakt z psychologiem, pomogły Jackowi podjąć decyzję leczenia się z nałogu. Terapia, poznawanie zaleczonych alkoholików, pozwoliły nie tylko walczyć z alkoholem ale też znaleźć pracę, przy dużym przecież bezrobociu. Praca trzyzmianowa z długimi dojazdami, brak normalnego snu, ciągłe rozjazdy: praca, terapia, urzędy, to wszystko powodowało u Jacka chwile zwątpienia. Staraliśmy się jak najbardziej mu pomóc. Szczególnie mobilizująca była pomoc opiekuna - kobiety. Dzięki niej Jacek powoli rozpoczął odnawiać kontakty z żoną i dziećmi. Baliśmy się jednak zarazem, że przez kontakty z rodziną powrócić może do nałogu, ojciec żony bowiem nadużywa alkoholu. Podjęto więc starania aby Jacek rozpoczął poszukiwania lokalu w którym mógłby zamieszkać z rodziną. Podjęte działania przy pomocy MOPS poskutkowały podpisaniem przez Jacka umowy z MOPS celem otrzymania pomocy finansowej, od magistratu otrzymał zaś mieszkanie socjalne. 15 miesięcy trwał pobyt Jacka u nas. Opuścił już nasze schronisko, mieszka z rodziną, pracuje, udziela się w ruchu AA. Mamy nadzieję, że alkohol nie przeszkodzi mu na drodze którą obrał powracając do społeczeństwa. |
Ewelina
Ewelina ( 21 lat) z noworodkiem została przywieziona do schroniska przez personel szpitala. Pielęgniarka rozebrała dziecko, zabrała ciuszki szpitalne a od matki pelerynę i koszulę. Ubranie, jakie miała ze sobą, nie nadawało się do użytku. W schronisku otrzymała wszystko, co było potrzebne dla niej i dla dziecka. Jej życie było koszmarem. Z domu została wypędzona przez rodziców nadużywających alkoholu. Dziewczyna wędrowała po całej Polsce. Początek porodu nastąpił na ulicy. Interweniowała policja, która przywiozła dziewczynę do szpitala. W schronisku doszła do równowagi psychicznej i fizycznej. Starannie zaczęła opiekować się dzieckiem. W jej oczach pojawiła się radość i chęć do życia. Przy naszej pomocy nawiązała kontakt ze swoją babcią, która później zabrała wnuczkę z dzieckiem do siebie. Ewelina przysłała wzruszający list z podziękowaniem. Pisała, że jest szczęśliwą matką i zrobi wszystko, aby jej dziecku w życiu niczego nie brakowało. |
|