Start arrow O nas arrow Pomogliśmy im
  • English
  • Polish
Menu witryny
Start
Brat Albert
O nas
Pomóż
Podziękowania
Adresy, konta
Sprawozdania
Linki
Kalendarz
1 procent
Informator
Placówki pomocy
Bezdomność
Bezdomność
FEANTSA
O FEANTSA
Obserwatorium
Typologia bezdomności
Konferencje
Szukaj w serwisie
 

Image

 

Image
 
zdjecie_018.jpg
Drukuj E-mail
piątek, 20 stycznia 2006
Spis treści
Rok 2007
Rok 2006
Rok 2005
Rok 2004
Rok 2003
Rok 2002
Rok 2001
Rok 2000
Rok 1999
Rok 1998

Rok 1999 

Jarosław (lat 23)

przybył do naszego schroniska w listopadzie 1998 r. W momencie przyjmowania zorientowaliśmy się, iż cierpi na zaburzenia psychiczne, które zostały potwierdzone przez lekarza. Z uwagi na brak kontaktu i porozumienia z Jarkiem, zwróciliśmy się do Ośrodka Pomocy Społecznej w miejscu jego stałego zameldowania. Ośrodek potwierdził jego ucieczkę z domu; jednocześnie okazało się, że nawiązanie kontaktu z najbliższą rodziną jest niecelowe z uwagi na brak zainteresowania chorym synem i bratem. Ze szczątkowych informacji uzyskanych od Jarka wynikało, że ucieczka z domu podyktowana była brakiem poważnego i życzliwego traktowania przez najbliższych. Tym samym staliśmy się jedynymi opiekunami oraz rzecznikami jego spraw. Początkowo pobyt Jarka nie stwarzał większych problemów, staraliśmy się traktować go na zasadach obowiązujących wszystkich podopiecznych, z uwzględnieniem jego stanu psychicznego. Jednocześnie poczyniliśmy starania o umieszczeniu Jarka w DPS, napotykając jednak na bariery (brak grupy inwalidzkiej oraz stałego dochodu). Po pewnym czasie stan jego zdrowia zaczął się pogarszać, w konsekwencji zmuszeni byliśmy go hospitalizować. O jego stanie zdrowia niech świadczy fakt, iż wymagał czteromiesięcznego leczenia zamkniętego. Przez cały okres pobytu w szpitalu był często odwiedzany, a szczególnie przez jednego z podopiecznych, który od początku roztoczył nad nim prawie ojcowską opiekę. Nie jest to przypadek odosobniony wśród mieszkańców schroniska, kiedy to wobec choroby lub cierpienia, znajdzie się ktoś życzliwy do niesienia pomocy. Obecnie Jarek nadal przebywa w schronisku; otrzymał orzeczenie o znacznym stopień niepełnosprawności, wystąpiliśmy do MOPS o przyznanie zasiłku stałego i załatwiamy umieszczenie go w DPS. Pomimo trudności, jakie wynikają z jego stanu zdrowia wzbudza wśród pracowników i mieszkańców powszechną sympatię.

Marta

W marcu 1999 r zgłosiła się do opieki społecznej z prośbą o wsparcie materialne. Wywiad środowiskowy wykazał nie tylko trudną sytuację materialno-bytową ale i konflikt z matką i siostrą. Marta bowiem bardzo była związana z ojcem swego dziecka, tego zaś związku nie tolerowała matka i siostra. Marta została po prostu wyrzucona z rodzinnego domu - stała się mieszkanką schroniska od kwietnia 1999 r. Obserwacja dziewczyny rokowała od początku możliwość wyjścia jej z bezdomności: opiekę nad córeczką sprawowała prawidłowo; miała chęć kontynuowania podjętej nauki; była chętna do wykonywania wszelkich prac. Sama własnymi ścieżkami wydeptywała mieszkanie. Ojciec dziecka nie miał stałego meldunku i nie mógł znaleźć stałej pracy, a dochody z prac dorywczych nie pozwalały na wynajęcie mieszkania. Jednakże ujmujące było jego zachowanie, gdy koczując w lesie pod namiotem codziennie wykazywał zainteresowanie partnerką i dzieckiem. Opiekował się córeczką biorąc ją często na spacery, zwłaszcza gdy Marta uczyła się popołudniami w szkole. Chętnie pracował jako wolontariusz w schronisku. Widząc ich aktywność w przezwyciężaniu trudnej sytuacji, staraliśmy się im pomóc. Marta uzyskała mieszkanie z zasobów jednego z naszych sponsorów; remont i wyposażenie to praca tych dwojga i pracowników schroniska plus środki finansowe pozyskane z Fundacji na Rzecz Rodziny. Marta wyprowadziła się ze schroniska do własnego mieszkania już w grudniu 1999r.


Jerzy

ma 37 lat, 4 synów, z zawodu jest mechanikiem samochodowym. Przez alkohol odszedł od rodziny i trwał w pijaństwie. Przybył do naszego schroniska powtórnie 20 kwietnia 1999r. Chodził ciągle zamyślony i smutny, cierpiał z powodu utraty rodziny. Rozmyślał nad swoim postępowaniem, nie mogąc pogodzić się z tym, że rodzinie wyrządził tyle krzywd. Postanowił za wszelką cenę to naprawić, chociaż nie przychodziło to mu łatwo. Z dnia na dzień walczył z nałogiem i nie poddawał się. Brał czynny udział w rekolekcjach dla alkoholików w Pelplinie oraz uczęszczał do grupy AA, która jest w schronisku. Dzięki temu odzyskał wiarygodność, doświadczył poczucia własnej wartości, co zmobilizowało go do realizacji dalszych planów. Poszukał stałej pracy i w listopadzie 1999 roku powrócił do swojej rodziny i obecnie jest znowu razem z dziećmi i żoną.


Mariola

przebywała w naszym Domu 1,5 roku wraz ze swoim czteroletnim synkiem. Ojciec dziecka jest alkoholikiem; Mariola nie chciała się wiązać nim gdyż ma świadomość życia z alkoholikiem (jej ojciec). Po porodzie zamieszkała w domu rodzinnym. Ojciec znęcał się nad nią psychicznie i fizycznie (kilkakrotnie po pobiciu była w szpitalu). Po wielu sprawach sądowych udało się wreszcie uzyskać eksmisję ojca. Nie dało to jednak nic. Nie pomogły interwencje na policji i u komornika. Matka niewiele jej pomagała, ponieważ bardzo boi się męża i rozgłosu. Mariola musiała opuścić swój dom i znalazła się w DSM. Była załamana psychicznie i wymagała wielkiej pomocy psychoterapeutycznej. Opuszczając swoje miasto ponownie złożyła pisma w sprawie mieszkania, z dokumentacją sądową i lekarską. Pierwszy wniosek o przyznanie mieszkania złożyła 4 lata temu. Obiecano, że będzie rozpatrzony w miarę szybko. Kiedy już naprawdę nie mogła mieszkać w domu burmistrz obiecał, że otrzyma mieszkanie w ciągu 6 m-cy. Trwało to 1,5 roku; było wiele interwencji, próśb, a nawet kłótni z naszej strony. Wreszcie udało się. W tej chwili Mariola jest bardzo szczęśliwa, układa sobie rozsądnie i spokojnie życie ze swoim synkiem. Odchodząc od nas powiedziała " ten dom uratował mi życie, nigdy tego nie zapomnę".


Pan Henryk

ma 81 lat. Przybył do nas zimą 98/99, wyczerpany, po przebytym leczeniu w szpitalu. Wyrzucony ze swojego domu przez syna-alkoholika, mieszkał w komórce. Jest wdowcem; do 75-roku życia pracował na gospodarstwie i jako murarz, grywał także na weselach. Ma 3 synów; jeden z nich, gdy został wyrzucony przez żonę z powodu alkoholizmu, zamieszkał u ojca. Wkrótce zaczął się fizycznie i psychicznie znęcać na ojcem, zabierał mu emeryturę na alkohol. Po ciężkim pobiciu przez syna Ośrodek Pomocy skierował P. Henryka do schroniska. P. Henryk jest zawsze pogodny i zadowolony, lubiany przez mieszkańców. Do syna nie chowa urazy, odwiedza go i nawet daje mu pieniądze.



 
(C) 2004-2008 Towarzystwo Pomocy im. Św. Brata Alberta
ul. Kołłątaja 26a, 50-007 Wrocław, tel. (071) 341-04-19, fax (071) 344-37-35, email Zarządu
kontakt z administratorem
Autor zdjęć: Dariusz Dobrowolski
Design & implementation by JoomlaSITE Team. All rights reserved.