Start arrow O nas arrow Pomogliśmy im
  • Polish
  • English
  • German
Menu witryny
Start
Brat Albert
O nas
Pomóż
Podziękowania
Adresy, konta
Sprawozdania
Projekt Systemowy POKL
Rok Walki z Ubóstwem
Linki
Ogłoszenia
Kalendarz
1 procent
KRS nr 00000 69581
Informator
Placówki pomocy
Bezdomność
Orędzie JŚ Jana Pawła II
Konferencja 2001
Artykuły
Przeciw zamarznięciom
Krajowy Program
FEANTSA
O FEANTSA
Obserwatorium
Typologia bezdomności
Konferencje
Szukaj w serwisie

Image
 

Image

 
Image
 
zdjecie_025.jpg
Drukuj Poleć znajomemu
20.01.2006.
Spis treści
Rok 2009
Rok 2008
Rok 2007
Rok 2006
Rok 2005
Rok 2004
Rok 2003
Rok 2002
Rok 2001
Rok 2000
Rok 1999
Rok 1998

Rok 2001

Bogdan (lat 45, kawaler)

Listopad 2001 r był szczęśliwym miesiącem dla P. Bogdana - opuścił nasze schronisko i po ponownym nawiązaniu stosunków z rodziną i podjęciu pracy zamieszkał w dzielnicy w której się wychował.
Pan Bogdan skierowany został do nas przez MOPS rok temu. Już pierwsze kontakty utwierdziły nas, że nie jest osobą, której odpowiada stagnacja.
Nawiązał kontakty z wędkarzami, własnym sumptem przygotował sobie pierwszą wędkę, którą z czasem zamienił na profesjonalną.
Znaleźliśmy punkt zaczepienia który pozwolił nawiązać bardziej osobisty kontakt - okazało się, że P. Bogdan próbował w młodości jeździć na żużlu. Niestety, kariera legła w gruzach po śmierci rodziców i zamążpójściu siostry.
Mąż siostry doprowadził do wymeldowania i eksmisji pana Bogdana z rodzinnego domu. Na szczęście ta porażka nie została wzmocniona alkoholem.
Poprzez rozmowy o sporcie, wyjścia na imprezy sportowe udało się wprowadzić P. Bogdana w zorganizowane życie na schronisku. Otrzymywał stopniowo obowiązki z których starał się wywiązywać. Widząc, że jest osobą godną zaufania,
powierzyliśmy mu obowiązki palacza. Z pomocą pracownika socjalnego udało się odnowić kontakty z rodziną. Był to proces czasochłonny i trudny, jednak udało się przekonać rodzinę aby zmieniła swoje złe zdanie o nim.
Nieoczekiwanie pożyteczne okazały się jego zainteresowania wędkarskie - dzięki poznanym wędkarzom udało mu się znaleźć pracę magazyniera. Praca i dobry kontakt z rodziną pozwoliły na wyjście z bezdomności,
znalazł bowiem, dzięki rodzinie, pokój w swojej dzielnicy. Wydarzeniem którym w jakiś sposób pożegnaliśmy się z p. Bogdanem był turniej piłki nożnej naszego Towarzystwa w Gorzowie.
Wyjazd, który w części organizował, pomógł mu w przełamaniu barier związanych z podjęciem samodzielnego życia.

Monika (lat 35, rozwiedziona)

Ma średnie wykształcenie, troje dzieci. Dwoje starszych wychowuje babcia, najmłodszy Adrian przebywał z matką w naszym domu od stycznia 2001 r.
Ma 4 lata i jest dzieckiem specjalnej troski; urodził się ze związku z konkubentem. Po rozwodzie Monika załamała się i nadużywała alkoholu, otarła się o narkotyki. Dziećmi zajęli się jej rodzice,
z którymi była już w konflikcie. Sytuacja jeszcze się pogorszyła, gdy na świat przyszedł Adrian. Jednak dla niej samej było to wydarzenie, które ją odmieniło. Rozpoczęła terapię, stała się troskliwą matką, nie tylko dla Adriana - zaczęła odwiedzać starsze dzieci i rodziców, którzy powoli zaczęli jej ufać. Przebywając w poprzednim ośrodku złożyła wniosek o przydział mieszkania.
Pomimo naszych interwencji sytuacja nadal się nie zmieniała. Dopiero w ramach miejskiego programu " Wychodzenie z bezdomności" Monika otrzymała mieszkanie, do którego wyprowadziła się z Adrianem w październiku 2001. W miarę możliwości pomogliśmy je wyposażyć. Monika poszukuje pracy, gdyż trudno jest się utrzymać z alimentów i zasiłku rodzinnego.
Wraz z Adrianem odwiedza schronisko (byli również na Wigilii), staramy się jej dalej pomagać.


Pan Roman

Pan Roman po raz pierwszy przybył do nas w grudniu 1997 r. Do schroniska trafił w stanie krańcowego wyczerpania, zarażony gruźlicą, z objawami silnej choroby alkoholowej.
Dzisiaj trudno jest uwierzyć, że to ten sam człowiek, chociaż przebyte choroby pozostawiły po sobie wyraźne piętno. Jest zadbany, zachowuje abstynencję.
Pan Roman pojawił się w naszym mieście w 1980 r. Tutaj związał się z kobietą, z którą ma 5 dzieci. Niestety, dzieci trafiły do rodzin zastępczych; dwie córki przebywają w zakładzie prowadzonym przez siostry.
Za niewątpliwy sukces można uznać fakt, iż Pan Roman utrzymuje bardzo bliski kontakt z córkami i synem. W 2001 r najstarsza córka otrzymała, przy wielkiej pomocy sióstr,
przydział mieszkania z zasobów miasta. Bardzo nas ucieszyła jej decyzja, aby ojciec zamieszkał wraz z nią. W miarę naszych możliwości pomogliśmy w wyposażeniu mieszkania w meble i sprzęty. Pocieszające jest to, iż zerwane wiele lat temu więzi rodzinne odbudowywane są na nowo.


Danuta

Danuta przebywała w naszym Domu od IX 2000 r. Jest wychowanką domu dziecka. Przyszła do nas z rocznym synem Dariuszem i w zaawansowanej ciąży.
Została skierowana przez nas do lekarza ginekologa; w pewnym okresie ciąży musiała przebywać w szpitalu. Skontaktowaliśmy się wtedy z domem dziecka, w którym kiedyś przebywała,
i umieściliśmy tam Arka na czas jej pobytu w szpitalu. Danuta miała mieszkanie po swojej matce w pobliskim mieście, jednak, gdy ona przebywała w domu dziecka, mieszkanie to zajęli "dzicy" lokatorzy.
Nawiązaliśmy kontakt z prezydentem tego miasta, pisaliśmy pisma, chodziliśmy na rozmowy; mieszkanie udało się odzyskać. Danuta nie miała uregulowanej sprawy ojcostwa Dariusza. Ojcem Darka był obywatel Niemiec.
Skontaktowaliśmy się z polsko-niemiecką organizacją, która pomogła nam uzyskać informacje jak przeprowadzić sprawę o ustalenie ojcostwa i alimenty. Złożyliśmy odpowiedni wniosek. Również w sprawie młodszego syna Danuty, złożyliśmy wniosek o ustalenie ojcostwa i alimenty. Danuta cały czas wymagała naszej pracy w nauczeniu jej opieki nad dziećmi, dbania o higienę, zajmowania się domem.
W kwietniu 2001 obaj synowie zostali ochrzczeni. Od maja 2001r Danuta znalazła sobie pracę w sklepie w pobliskim mieście, dlatego w kwietniu 2001 do czasu zakończenia remontu mieszkania, aby nie straciła pracy, umieściliśmy ją razem z dziećmi w podobnym ośrodku w tym mieście.


Pan Józef (lat 62, wdowiec)

Pan Józef został przywieziony przez karetkę. Ktoś z mieszkańców miasta powiadomił pogotowie o człowieku leżącym przy drodze.
Po oględzinach okazało się, że człowiek ten nie jest chory, lecz wycieńczony z głodu. Został w schronisku. Był przeraźliwie wychudzony i brudny. Po kąpieli nakarmiliśmy go, jak małe dziecko, zupą mleczną.
Przez kilka dni tylko leżał, zbyt słaby, by chodzić. Nie miał dokumentów, prawa do bezpłatnego leczenia. Chory na płuca, po wielu perypetiach umieściliśmy go w szpitalu. Krok po kroku uzyskał dowód
osobisty - mógł się zatem zarejestrować w Powiatowym Urzędzie Pracy i uzyskać ubezpieczenie zdrowotne. Obecnie oczekuje na komisję orzekającą o stopniu niepełnosprawności. Ma szansę uzyskać zasiłek stały
wyrównawczy, potem zaś zostaną złożone dokumenty w sprawie umieszczenia P. Józka w domu pomocy społecznej. Droga da bezdomności Pana Józka była taka, jak w przypadku wielu innych mieszkańców naszego Domu. Miał dom na wsi, żonę, dwoje dzieci. Za pracą wyjechał na Śląsk. Gdy wrócił po roku, żona, jak powiada Pan Józef, miała innego.
Został wymeldowany. Nie chciał walczyć. Ruszył w Polskę. Jedna budowa tu, druga na innym końcu kraju. "Jakoś się żyło" w hotelach robotniczych czy na kwaterach. Po zmianach ustrojowych wszystko się zmieniło. Tułał się po schroniskach,
wreszcie po 25 latach wrócił na "swój" teren. Dawnego domu już nie było, dzieci rozjechały się po świecie, żona podobno zmarła. Nie chciał dłużej żyć. "Gdyby nie dobrzy ludzie i Dom Alberta tam bym skonał pod płotem, jak pies" - mówi. Po chwilach kryzysu zaaklimatyzował się w naszej placówce, zdobył kolegów,
ma swoją funkcję - obiera warzywa i jest zadowolony. " Może i ja mogę się jeszcze na coś w życiu przydać ?".


Małgorzata(lat 31, rozwiedziona)

Małgorzata ma wkształcenie zawodowe, jest rozwódką. Ze związku małżeńskiego ma dwóch synów w wieku 9 i 7 lat.
Mąż okazał się człowiekiem nieodpowiedzialnym - zostawił ją, wówczas z dwuletnim synem i w ósmym miesiącu ciąży i zamieszkał z inną kobietą. Obecnie przebywa w Zakładzie Karnym.
Nie utrzymuje kontaktu z dziećmi, ma zasądzone na nie alimenty. Małgosi było bardzo ciężko, zarówno finansowo jak i psychicznie. Z pomocą przyszła jej matka. Po dwóch latach Małgorzata poznała innego mężczyznę.
Postanowili zamieszkać razem. Zameldowała konkubenta na stałe, a on roztaczał przed nią wizje wspólnej przyszłości. Dlatego nie zwracała uwagi na jego nadużywanie alkoholu a wybuchy zazdrości traktowała
jako dowód miłości. Wkrótce okazało się, że jest w ciąży. Urodziła córkę, lecz od tej pory z każdym miesiącem zachowanie konkubenta było bardziej zuchwałe. Z powodu nadużywania alkoholu i kradzieży, stracił pracę. Małgosia często uciekała z dziećmi do swojej matki. Konkubent jeździł tam, przepraszał i na jakiś czas było dobrze. Potem przestał przepraszać, zaczął grozić, wybił szyby w oknach,
dochodziło do rękoczynów, często interweniowała Policja. Zabierano go na Izbę Wytrzeźwień, a ona bała się nocować we własnym domu. Konkubent groził jej pozbawieniem życia gdy jeszcze raz wezwie Policję.
Małgorzata trafiła do nas z dziećmi po kolejnej pijackiej awanturze. Mówiła, że konkubent przez ostatnie dwa dni bardzo się awanturował, grożąc wszystkim siekierą, za co dwukrotnie w ciągu jednego dnia zabierała go Policja na Izbę Wytrzeźwień.
Wiedziała, że około pierwszej w nocy wyjdzie z Izby Wytrzeźwień, bardzo boi się o życie swoje i dzieci. Do matki nie może iść bo wielokrotnie już narażała jej zdrowie i życie. Dzieci i Małgosia były bardzo roztrzęsione i wystraszone.
W naszym Domu uspokoiła się; udzielono jej i dzieciom pomocy psychologicznej. Zapisaliśmy dzieci do pobliskiej szkoły. W czasie rocznego pobytu u nas mieszkanka założyła sprawę karną o znęcanie się,
którą wygrała. Konkubent został skazany na 2 lata pozbawienia wolności. Założyła sprawę o eksmisję konkubenta z mieszkania i o alimenty na córkę.
Gdy konkubent został osadzony w Zakładzie Karnym mogła wrócić do swojego mieszkania. Jest z tego powodu bardzo szczęśliwa, lecz żyje w ciągłym strachu, co będzie za dwa lata.


Paweł (lat 36, kawaler)

Paweł przybył do nas w marcu 2001 po kilkutygodniowym pobycie w szpitalu. Paweł w roku 1996 został wymeldowany przez matkę z domu. W krótkim czasie złamał prawo
i trafił do zakładu karnego. Po odzyskaniu wolności wrócił w rodzinne strony do "niezbyt ciekawych znajomych", co spowodowało pogłębienie się
jego problemu nadużywania alkoholu. Wystarczyło kilka miesięcy i Paweł sięgnął dna. Ponad półroczny ciąg spowodował znaczną utratę zdrowia. Pewnego dnia pijany upadł i obudził się po kilku dniach w szpitalu.
Po wyjściu ze szpitala przyjęliśmy go do schroniska. Pomogliśmy nawiązać kontakt z poradnią odwykową, rozpoczął leczenie. Na początku sam nie wierzył, że zdoła stawić czoła tak ogromnemu problemowi.
Lecz częste wizyty u psychologa, rozmowy z opiekunami w schronisku pomogły mu przełamać strach. Po trzech miesiącach abstynencji i leczenia Paweł zaczął coraz bardziej udzielać się w schronisku, w pracach porządkowych na terenie miasta, pomagał opiekunom w pracy. W lipcu 2001 uzyskał zasiłek stały. We wrześniu 2001 zaproponowaliśmy mu pełnienie obowiązków opiekuna w schronisku.
Obecnie Paweł dalej mieszka w schronisku w 2-osobowym pokoju. Pełni role opiekuna, chętnie wykonuje inne prace. Niedawno poznał samotną kobietę z dzieckiem, mieszkającą w Domu Samotnej Matki. Spędzają razem wolny czas, planują wspólną przyszłość, starają się o przyznanie mieszkania socjalnego.


Jarosław (lat 43, żonaty)

Jarosław został przywieziony do naszego schroniska w maju 2001 po 9-cio miesięcznym ciągu alkoholowym, z padaczką, z owrzodzeniami na łydkach. Minął wówczas rok od rozwodu
i zaniechania kontaktów z rodziną. Kiedyś mieszkał w małej miejscowości w woj. łódzkim; dopóki pracował (z zawodu jest cieślą),
wszystko było dobrze. Gdy na początku 1999 r stracił pracę, zaczął zaglądać do kieliszka. W naszym schronisku w ciągu pierwszego miesiąca pobytu załatwiał utracone dokumenty i brał udział w zajęciach terapeutycznych.
Dalszym etapem było leczenie na dziennym Oddziale Leczenia Odwykowego. Później terapia pogłębiona, wspierana udziałem w grupie AA. Dość szybko znalazł pracę w firmie budowlanej - początkowo na umowę-zlecenie,
po miesiącu na umowę o pracę. Widzi szanse nawiązania kontaktów z rodziną (ma 4 dzieci); schronisko traktuje jako etap przejściowy do normalnego życia.



 
© 2004–2010 Towarzystwo Pomocy im. sw. Brata Alberta
ul. Kołłątaja 26a, 50-007 Wrocław, tel. (071) 341-04-19, fax (071) 344-37-35
Konto: PKO BP IV O.Wrocław 11 1020 5242 0000 2502 0019 4118
email Zarządu       administrator strony
Autor zdjęć: Dariusz Dobrowolski
Design & implementation by JoomlaSITE Team. All rights reserved.
Top Solutions pomaga nam poprzez pozycjonowanie stron